Pages

wtorek, 20 września 2016

„Msza Święta, czyli co?” – Braun, ks. Kneblewski, Milcarek



27 sierpnia w Skierniewicach odbyło się spotkanie na temat Mszy Świętej. Udział wzięli Grzegorz Braun, ksiądz prałat Roman Kneblewski i dr Paweł Milcarek. Gorąco zapraszamy do obejrzenia relacji wideo z tego wyjątkowego wydarzenia. Magazyn „Polonia Christiana” objął konferencję patronatem medialnym.

Zjawisko neokatolicyzmu


Novus-Ordo-1

„Neokatolicyzm” i „neokatolik” są skrótowymi terminami określającymi nową formę „konserwatywnego katolicyzmu” lub „neokonserwatynego katolicyzmu”, który powstał w Kościele Katolickim w trakcie trwania i po zakończeniu Soboru Watykańskiego Drugiego. Określenia te zostały po raz pierwszy spopularyzowane w książce The Great Facade: Vatican II and the Regime of Novelty in the Roman Catholic Church (wyd. 2002), będącej studium bezprecendsowych zmian, które się pojawiły w Kościele Katolickim od czasu zakończenia Soboru. Zasadniczym elementem tych zmian jest ich progresywizm w porównaniu z katolicyzmem, jaki istniał przed Soborem Watykańskim Drugim (dalej: SWII).

Terminologia

Neokatolicyzm jest religijnym odpowiednikiem neokonserwatyzmu, w odróżnieniu od katolickiego tradycjonalizmu, który może być przyrównany do paleokonserwatyzmu. Podobnie jak neokonserwatysta jest fiskalnie konserwatywny, lecz obyczajowo liberalny, tak neokatolik jest w kwestiach doktryny konserwatystą, lecz jednocześnie progresistą w akceptacji i obronie zmian w katolickim kulcie, katolickiej postawie i dociekaniach teologicznych, które pojawiły się w okresie posoborowym. Żadne z tych zmian nie pochodzą z tradycyjnej nauki Kościoła, są tylko predylekcjami neokatolickich tendencji.

Charakterystyka

Neokatolicyzm, jako nowy fenonem w Kościele Katolickim, został opisany w 1996 r. przez komentatora George’a Sim Johnstona w eseju przychylnie recenzującym książkę pt. Being Right: Conservative Catholics in America. Johnston rysuje obraz „konserwatywnego” katolicyzmu, który był, jak zauważył, całkiem odmienny od katolicyzmu przedsoborowego:

Opisani przedstawiciele (James Hitchcock, Helen Hull Hitchcock, George Weigel i James Sullivan) nie lokują siebie w teologicznym spektrum „na prawicy”. Akceptują SWII, nie optują za liturgią trydencką i wspierają historycznie radykalny ekumenizm Jana Pawła II (…). Jakąkolwiek miarą historyczną byśmy nie mierzyli, „konserwatyści” w niniejszym tomie są postępowymi katolikami. Do niedawna, ich poglądy na miejsce laikatu Kościele nie cieszyłyby się przychylnością kurii rzymskiej. To samo tyczy się ich filozoficznych mistrzów: von Balthasar, de Lubac, Congar, Danielou, nie wspominając o Johnie Courtney’u Murray’u (…)

W przeciwieństwie do sadyceuszy na katolickiej lewicy i faryzeuszy na katolickiej prawicy, „konserwatyści” w tym tomie rozumieją pontyfikat Jana Pawła II, ponieważ rozumieją SWII. Rozumieją, że Chrystus zbudował nauczający Kościół, którego nauki nie są przedmiotem kaprysu i manipulacji. Ale równocześnie pojmują, że Kościół, będący ludzkim i organicznym, musi się zmieniać. SWII był antidotum na tryumfalizm, legalizm, klerykalizm i, tak, na jansenizm, który nękał Kościół czterdzieści lat temu.

Neokatolicyzm oznacza ten prąd, który Johnston opisuje jako formę liturgicznego, teologicznego, filozoficznego i eklezjalnego progresywizmu, który byłby źle odbierany przez Rzym przed SWII, nawet jeśli neokatolicyzm nie jest otwartym modernizmem, czyli systemem błędów przeciwko wierze potępionych przez Papieża Św. Piusa X przed SWII w swojej słynnej encyklice Pascendi.

Neokatolicy są, de facto, katolikami w dobrej wierze, podobnie jak tradycjonaliści, ale istnieją między nimi poważne różnice.

Neokatolicyzmu nie można utożsamiać z modelem „wszyscy katolicy poza tradycjonalistami”. Nie jest również określeniem pejoratywnym wymyślonym przez tradycjonalistów dla celów polemicznych. Termin ma na celu uchwycenie bezprecedensowego wydarzenia, które Johnston opisuje: posoborowy podział katolików na trzy główne nurty: katolicka „lewica” (moderniści lub liberałowie), „prawdziwa prawica katolicka” (tradycjonaliści) i nowe „konserwatywne” centrum zajmowane przez tych, którzy jakąkolwiek historyczną miarą byśmy nie mierzyli (…) są progresistami. Odpowiednim porównaniem mogą być podziały w Judaizmie na odłamy reformatorski, konserwatywny i ortodoksyjny. Taki podział nie miał miejsca w Kościele przed SWII.

Specyficzna charakterystyka i opis

Konkretnie, neokatolicyzm akceptuje i broni tego, co jeden neokatolicki komentator z uznaniem określił jako serię reform i zmian, które wpłynęły na katolików i które, pod wieloma względami, zmieniły zewnętrzne oblicze Kościoła. Jednak żadne z tych zmian nie zostały katolikom przykazane przez Kościół, dając katolikom swobodę bycia tradycjonalistami. Te zmiany obejmują nową liturgię w językach narodowych i nowe przedsięwzięcia duszpasterskie ekumenizmu, dialogu i międzyreligijnego dialogu, które w praktyce dramatycznie zliberalizowały postawy katolików, bez jakichkolwiek zmian w formalnej doktrynie i dogmatach Kościoła.

Neokatolicyzm cechują następujące znamiona:

  • Dyskredytacja Kościoła przedsoborowego jako „tryumfalistycznego”, legalistycznego, klerykalnego i potrzebującego „odnowy” i „otwarcia” na „współczesny świat”.
  • Minimalizacja lub całkowite odrzucenie przedsoborowego nauczania papieskiego nt. błędów nowoczesności, egzemplifikowanego przez takie dokumenty jak Syllabus Errorum Bł. Piusa IX, który neokatoliccy komentatorzy starają się odrzucać jako przestarzałą obronęKościoła-twierdzy, stojącego w opozycji do świata współczesnego i odrzucającego wszystkie nowe idee.
  • Lekceważenie przedsoborowego potępienia modernizmu przez Kościół, jako przesadnej reakcji na teologiczną kreatywność.
  • Charakteryzacja przedsoborowego nauczania na temat wiary i moralności jako nużącego, schematycznego i wymagającego przeformułowania i dostosowania do „nowoczesnych czasów”.
  • Egzaltacja SWII jako „nowej pięćdziesiątnicy” lub „nowej wiosny” Kościoła Katolickiego, obejmującej nową „wizję” Kościoła (stąd neokatolicyzm), poprzez którą Kościół wyzwoliłby się z ciasnej scholastyki i uczynił się bardziej przyciągającym i znaczącym dla człowieka i nowoczesnego świata.
  • Zdecydowana obrona „uaktualniania” lub aggiornamento w Kościele, w przeciwieństwie do tradycjonalistów, którzy podtrzymują, że aggiornamento okazało się katastrofą dla Kościoła, wskazując na słowa papieża Benedykta XVI wypowiedziane na krótko przed swoją rezygnacją, że „wirtualny Sobór” lub „Sobór mediów” spowodował tak wiele dramatów, problemów, rzeczywistych nieszczęść: zamknięte seminaria, zamknięte klasztory, banalizację liturgii (…).
  • Odwoływanie się do „prawdziwego Soboru” w obliczu sytuacji, o której mówił Benedykt XVI, jednak bez konkretnego wyjaśnienia różnicy między „prawdziwym Soborem” a tym, co w jego imieniu uczyniono.
  • Naleganie na katolików, aby „akceptowali i byli posłuszni SWII”, nie tylko w sensie uznania go jako ważnie zwołanego soboru ekumenicznego, który powtórzył wiele z tradycyjnej nauki Kościoła – uznania, które zdecydowana większość tradycjonalistów podtrzymuje – ale w sensie jakiejś mglistej przeróbki katolicyzmu, która nigdy nie wyraża się w specyficznej propozycji obowiązującej katolików, obejmującą autentyczną zmianę tego, w co katolicy są zobowiązani wierzyć w porównaniu z wiarą przedsoborową.
  • Generalny brak dyskusji teologicznej, odwołań do papieskich encyklik i soborów ekumenicznych Kościoła przed SWII, tak jakby SWII stanowił godzinę zero, od której wszystko zaczęłoby się od nowa i wszystkie rzeczy, które były czynione ułomnie, od teraz czynione byłyby z powodzeniem.
  • Pogarda dla systemu scholastycznego św. Tomasza z Akwinu.
  • Akceptacja, bez jakichkolwiek obiekcji, liturgicznych nowinek zakazanych przed SWII, w tym Mszy całkowicie w językach narodowych, zliberalizowane tłumaczenia tekstów mszalnych, nowe „modlitwy eucharystyczne” zastępujące Kanon Rzymski, odprawianie całej Mszy głośno, stoły ołtarzowe z kapłanem zwróconym do wiernych, Komunia Św. na rękę, świeccy lektorzy, świeccy „szafarze” rozdający Komunię Św., zastąpienie muzyki sakralnej muzyką świecką, ministrantki.
  • Żarliwa obrona bezprecedensowych zmian w liturgii powstałej po SWII w przeciwieństwie do tradycjonalistycznego twierdzenia, że zmiany te negatywnie wpłynęły na Kościół, jak przyznał sam papież Benedykt XVI: Jestem przekonany, że kryzys Kościoła, którego jesteśmy świadkami, w dużej mierze wynika z rozpadu liturgii (…).
  • Prawie czterdziestoletnia obrona teologicznie niepoprawnych tłumaczeń łacińskiego wydania typicznego Nowej Moszy (np. łac. pro multis – za wielu – tłumaczone jako „za wszystkich”), pomimo tego, że ostatecznie sam Watykan zarządził korektę w najnowszym wydaniu Mszału Rzymskiego, aby przywrócić wierność normatywnemu tekstowi łacińskiemu.
  • Opinia, że Paweł VI zabronił celebrowania Mszy Tradycyjnej bez specjalnej zgody w formie indultu – twierdzenie, które odrzucił papież Benedykt XVI w 2007 r. promulgując motu proprio Summorum Pontificum i w towarzyszącemu mu listowi do biskupów, w którym papież napisał odnośnie starej liturgii łacińskiej: (…) ten Mszał nie został nigdy prawnie zniesiony i w konsekwencji, co do zasady, był zawsze dozwolony
  • Opinia, że papież posiada nieograniczoną władzę znoszenia lub obalania tradycyjnej liturgii jeśli uważa to za stosowne, ponieważ dotyczy to zwykłych „cech zewnętrznych lub ludzkich komponentów” w przeciwieństwie do nauczania Benedykta XVI wyrażonego w liście do biskupów, że To, co poprzednie pokolenia uważały za święte, świętym pozostaje i wielkim także dla nas, przez co nie może być nagle zabronione czy wręcz uważane za szkodliwe. Skłania nas to do tego, byśmy zachowali i chronili bogactwa będące owocem wiary i modlitwy Kościoła i byśmy dali im odpowiednie dla nich miejsce.
  • Liberalna interpretacja katolickiego dogmatu extra ecclesiam nulla salus (nie ma zbawienia poza Kościołem), nie występująca nigdzie w przedsoborowym nauczaniu i nawet w tekstach SWII oraz w jakichkolwiek posoborowych, obowiązujących katolików orzeczeniach. Neokatolicka definicja obejmuje również akceptację „ukrytej wiary w Chrystusa” ze strony niekatolików, bez jakiegokolwiek pragnienia przyjęcia chrztu lub wstąpienia do Kościoła, rozszerzając (w przypadku niektórych zwolenników) definicję podobnie jak uczynił to Karl Rahner w ramach swojej koncepcji „anonimowych chrześcijan”.
  • Obrona „nadziei”, że nikt nie jest potępiony na męki piekielne, według „nowej teologii” Hansa Ursa von Balthasara, w przeciwieństwie do ostrzeżen skrypturalnych Chrystusa o losie potępionych, tradycyjnego nauczania św. Augustyna i św. Tomasza oraz soborów przed SWII (który sam w sobie nic nie zmienił w tradycyjnej doktrynie).
  • Ogólna przychylność dla „nowej teologii” Balthasara, de Lubaca, Congara, Danielou i Murray’a, pomimo rzymskiej dezaprobaty, a nawet nakazów milczenia zarządzonych przed SWII oraz pomimo braku formalnej akceptacji ze strony Kościoła dla kontrowersyjnych tez tych teologów, odnoszących się do eklezjologii i kwestii zbawienia wiecznego.
  • Krytyka przedsoborowych papieży jako „proroków niedoli”, gdy idzie o ich potępienie błędów nowoczesnego świata i o prognozy cywilizacyjnego upadku. W zamian, proponuje się optymistyczne nastawienie do nowoczesnego świata.
  • Tendencja do bagatelizowania powtarzających się wielkokrotnie papieskich ostrzeżeń o masonśkich spiskach przeciwko Kościołowi i państwu.
  • Praktyczne porzucenie przedsoborowego potępienia uczestnictwa katolików w międzyreligijnych zebraniach i wspólnej modlitwy z niekatolikami.
  • Porzucenie przedsoborowego nauczania Kościoła o obowiązku narodów i jednostek wyznawania wiary katolickiej, zgodnie z tym z tym co przedsoborowe nauczanie określało jako „Społeczne Panowanie Chrystusa”.
  • Tendencja do minimalizacji literalnej prawdy Biblii jako historii, w szczególności pierwszych trzech rozdziałów Księgi Rodzaju, wraz z akceptacją teorii ewolucji, która przekracza restrykcje wyłożone przez papieża Piusa XII w encyklice Humani generis i przez Papieską Komisję Biblijną za pontyfikatu Św. Piusa X.
  • Liberalna postawa w stosunku do seksualności i „edukacji seksualnej” (potępionej przed SWII), która choć nie neguje katolickiej nauki o małżeństwie i prokreacji, dąży do „sakralizacji” aktu seksualnego równocześnie eliminując „pruderię” w kwestiach relacji płciowych („święty seks”). Jest to postawa bazująca na nowinkarskiej i spekulatywnej „teologii ciała”, opartej na „medytacjach” Jana Pawła II, nie będących nigdy zdefiniowanymi jako oficjalna nauka Kościoła. Interpretacja „teologii ciała” znajduje się przede wszystkim w pismach kontrowersyjnego komentatora Christophera Westa.
  • Promocja „naturalnych metod planowania rodziny” bardziej jako „stylu życia” niż jako metody roztropnego regulowania urodzeń po którą się sięga tylko „z poważnych powodów”, tym samym wprowadzając ideę planowanych ograniczeń wielkości katolickich rodzin, obcej katolickiej nauce przed SWII. Idzie to w parze z tendencją (często nieświadomą) do wywyższania elementu jednoczącego nad prokreacyjnym jako celu małżeństwa w przeciwieństwie do tradycyjnej nauki głoszącej, że „Celem głównym małżeństwa jest rodzenie i wychowanie potomstwa”.
  • Pochwała dla posoborowych „ruchów kościelnych”, w tym trafnie nazwanej „Drogi Neokatechumenalnej” i „Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej”, które promują nowe liturgie, oddalające się nawet od zliberalizowanych norm Nowej Mszy, oraz nowinki w teologii i kulcie nie wynikające z Tradycji katolickiej, np. rzekoma konieczność „chrztu w Duchu Świętym” jako uniwersalnego aktu, idea „kultu ‘poza Mszą’”, spotkań modlitewnych „przedstawiających rzekome proroctwa, uzdrowienia w wierze i mówienie językami (glosolalia)” i wiarę, że, sprzecznie z tradycyjną nauką Kościoła, możliwości modlenia się różnymi językami i uzdrawiania nie minęły wraz z zakończeniem Ery Apostolskiej, lecz są nadal dostępne dla „namaszczonych w Duchu”.

Pomimo braku zaprzeczania jakiekomukolwiek katolickiemu dogmatowi, neokatolicyzm wytworzył liberalną lub progresistowską grupę wewnątrz Kościoła, nie mającej precedensu przed Soborem. Mówiąc tylko i wyłącznie o skutkach w liturgii, ks. Klaus Gamber, piszący z aprobatą ówczesnego kardynała Ratzingera, w następujący sposób opisał posoborowy okres:

Katolik, który nie byłby aktywnym członkiem Kościoła przez ostatni wiek i który zdecydowawszy się na powrót do Kościoła chciałby nagle stać się na nowo praktykującym, najprawdopodobniej nie rozpoznałby dzisiejszego Kościoła jako tego, który niegdyś opuścił. Już wchodząc do jakiegoś kościoła katolickiego, szczególnie jeśli jest budowlą ultranowoczesną, czułby, że wszedł w jakieś dziwne, obce mu miejsce. Pomyśli, że zapewne pomylił adresy i znalazł się przez przypadek w jakiejś innej wspólnocie chrześcijańskiej.

Teologiczny status stanowiska neokatolickiego i tradycjonalistycznego

Jednym z zadziwiających aspektów neokatolicyzmu jest to, że żadne z jego progresistowskich znamion w dziedzinie teologii i praktyki nigdy nie zostało podane jako wymóg wiary katolickiej przez Urząd Nauczycielski Kościoła. Pomimo zmian jakie nastąpiły w Kościele Katolickim od czasu SWII, katolicy mają swobodę całkowitego pozostania w przedsoborowym nurcie katolicyzmu, zwanym dzisiaj „tradycjonalizmem”, w tym uczęszczania na Mszę Tradycyjną. Co więcej, SWII nie ogłosił żadnych nowych artykułów wiary, nie zmienił istniejącej doktryny, ani nie wymagał żadnych nowych praktyk religijnych od katolików. Jak tłumaczył kard. Ratzinger w 1988: Prawdą jest, że Sobór sam nie ogłosił żadnego dogmatu i pragnął się wyrażać w niższej randze jako czysty sobór duszpasterski, pomimo to wielu interpretuje go tak, jakby był prawie superdogmatem zabierającym ważnośc wszystkiemu innemu.

W szczególności, Urząd Nauczycielski Kościoła nigdy nie nakazał jurydycznie uczestniczenia w nowej liturgii z wykluczeniem starej. Podobnie, Kościoł nie żąda uczestnictwa wiernych w ekumenizmie, dialogu lub dialogu międzyreligijnym, nowych przedsięwzięciach w dziedzinie duszpasterstwa, które nigdy nie zostały nakazane katolikom jako obligatoryjne w ich praktykowaniu wiary. Papież Benedykt XVI usunął istniejące restrykcje co do Mszy Tradycyjnej i anulował dekret o ekskomunice czterech biskupów z tradycjonalistycznego Bractwa św. Piusa X. W obronie tego ostatniego posunięcia, papież protestował, że Niekiedy można odnieść wrażenie, że nasze społeczeństwo potrzebuje przynajmniej jednej grupy, do której podchodzi bez żadnej tolerancji: którą spokojnie może atakować i nienawidzić. A jeżeli ktoś ma odwagę się do nich zbliżyć,– w tym przypadku papież,– także on traci prawo do tolerancji i także jego można traktować z niczym nieograniczoną i niczego się nie lękającą nienawiścią.

Zastrzeżenia wobec określenia „neokatolicyzm”

Obiekcje przeciwko używaniu terminu „neokatolicyzm” pochodzą zasadniczo od osób, które oburzają się, gdy termin jest stosowany wobec nich. Głównym zarzutem jest to, że określenie jest zbyt „elastyczne” lub zbyt szerokie. Jednak, podobny zarzut można wysunąć przeciwko terminom „tradycjonalizm”, „radykalnie tradycjonalistyczny katolicyzm”, „konserwatywny katolik”, albo w świecie polityki, „neokonserwatyzm”, „neoliberał”, „centrolewica”, „centroprawica”, „umiarkowany” itp. Ponadto inni argumentują, że termin jest niczym innym jak ukrytą obelgą wobec znanych konwertytów, jako że wielu reprezentantów tej grupy to, de facto, byli ewangelikałowie. Jako, że żaden termin określający dany prąd intelektualny nie charakteryzuje się absolutną precyzją, wygląda na to, że zastrzeżenia odnoszą się nie do samego terminu, lecz raczej do stosowania go wobec konkretnych osób. Przeciwnicy terminów „neokatolicyzm” i „neokatolik” nie mają jednak trudności w wykazywaniu, że rzeczywiście odnoszą się one, przynajmniej w jakiejś mierze, do nich samych.

Innym zarzutem jest to, że cechy, które neokatolicyzm obejmuje, nie są obecne w sposób jednolity u tych, którzy mają należeć do katolickiego prądu określanego przez ów termin. Na przykład, nie wszyscy neokatolicy są neokonserwatystami wspierającymi politykę wojenną Stanów Zjednoczonych, przeciwko doktrynie wojny sprawiedliwej Kościoła i nie wszyscy są zwolennikami „nowej teologii”. Ale podobne obiekcje dotyczą wszystkich innych kategorii myślenia desygnowanych przez specyficzny termin: pewni reprezentanci kategorii mogą odstępować od pewnych jego charakterystycznych cech i równocześnie nie wykraczać poza ramy uczciwej stosowalności terminu wobec nich. Na przykład, nie wszyscy komuniści wierzą w przymusową redystrybucję bogactwa i tylko niektórzy wierzą w gwałtowane rewolucje. Niezależnie od indywidualnych wyjątków, podstawowy element terminu pozostaje użytecznym deskryptorem nowej grupy w Kościele, powstałej po zakończeniu SWII, składającej się z członków Kościoła, którzy pozostając prawowiernymi, niemniej jednak jakąkolwiek historyczną miarą byśmy nie mierzyli (…) są progresistami, w odróżnieniu of tradycjonalistów czy liberalnych katolików.

Ponadto, zarzuca się, że skoro poglądy i praktyki desygnowane jako „neokatolickie” są albo aprobowane lub dozwolene przez Rzym, neokatolicyzm jest poprostu katolicyzmem, a neokatolicy są po prostu katolikami. Ale to samo można powiedzieć o tradycjonalistach, którzy preferują, aby się o nich mówiło jako o po prostu katolikach, ponieważ ich własne praktyki i poglądy, w tym przywiązanie do łacińskiej liturgii oraz szeroko rozpowszechniane i publikowane krytyki SWII i jego następstw przez takich autorów, jak Romano Amerio, są również dozwolone i aprobowane przez Rzym.

Od tradycjonalizmu należy odróżnić sedewakantyzm, odrzuony przez zdecydowaną większość tradycjonalistów, według którego soborowi i posoborowi papieże nie sprawują w sposób ważny urzędu papieskiego a ostatnim ważnym papieżem był Pius XII.

Problem terminologii wynika z tego, że obie grupy katolików twierdzą, że są „po prostu katolikami”, ale różnią się zasadniczo w kwestiach wiary i praktyki, a sam fenomen jest zauważalny dopiero po zakończeniu obrad SWII. Terminy „neokatolicyzm” i „neokatolik” mają na celu zaznaczenie różnic między tradycjonalistami a tymi katolikami, którzy przyjęli progresistowskie poglądy teologiczne i nowe praktyki po Soborze, pomimo tego, że Kościół nigdy właściwie nie nakazał ich żadnemu katolikowi. Powstałe dynamiczne napięcie w Kościele między tymi dwiema zasadniczno prawowiernymi grupami, z których jedna nie istniała w Kościele pół-wieku temu, nie ma odpowiednika w historii.


opracował i przełożył Michał Krupa

Źródło informacji: KONSERWATYZM.pl

poniedziałek, 19 września 2016

List do Przyjaciół i Dobroczyńców nr 86. 1917–2017, doniosłość Orędzia fatimskiego



List do Przyjaciół i Dobroczyńców nr 86.

Drodzy Przyjaciele i Dobroczyńcy!

W 1917 r. Najświętsza Maryja Panna zechciała nawiedzić ziemię. Przekazała wówczas trojgu wizjonerom z Fatimy orędzie składające się z kilku części, z których niektóre określane są mianem „tajemnicy”, wskutek czego sformułowania „Orędzie fatimskie” i „Tajemnica fatimska” stały się niemal synonimami. Niemniej jednak koniecznie należy poczynić właściwe rozróżnienie. Orędzie zostało upublicznione natychmiast, podczas gdy części należące do Tajemnicy miały zostać ujawnione później, w różnym czasie: ostatnia z nich w 1960 r. Treść tych Tajemnic dotyczy losów Kościoła oraz świata, uzależnionych od odpowiedzi na Boże napomnienie. Mówią one o wojnach, unicestwieniu całych narodów, poważnych błędach szerzących się na wszystkich kontynentach, poświęceniu Rosji przez papieża oraz biskupów, tryumfie Niepokalanego Serca Maryi oraz czasie pokoju.

Zaprowadzenie na całym świecie nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi

Pozwólcie więc, bym na rok przed obchodami setnej rocznicy Objawień fatimskich – które zostały uznane przez Kościół za autentyczne – raz jeszcze zwrócił Waszą uwagę na znaczenie tego wydarzenia i tego Orędzia, przypominającego nam o wielu fundamentalnych prawdach wiary i będącego przejawem realnej interwencji Boga w historię rodzaju ludzkiego.

1º Istotę Orędzia można odnaleźć w słowach wypowiedzianych przez Najświętszą Maryję Pannę do s. Łucji 13 czerwca 1917 r.: „Jezus pragnie posłużyć się wami, aby Mnie lepiej poznano i bardziej kochano. Chce zaprowadzić w świecie nabożeństwo do Mojego Niepokalanego Serca. Obiecuję zbawienie tym, którzy je przyjmą, ich dusze będą kochane przez Boga jak kwiaty, którymi ozdabiam Jego tron”.

Kiedy zastanawiamy się nad Orędziem fatimskim jako całością, wraz z jego Tajemnicą, rozważając wpływ, jaki wywarło ono i nadal wywiera na historię Kościoła oraz świata, staje się jasne, iż wszystko ogniskuje się na Bożej interwencji: „Jezus chce zaprowadzić na świecie nabożeństwo do Mojego Niepokalanego Serca”. Później, kiedy s. Łucja pytała Najświętsze Serce Jezusowe, dlaczego pragnie poświęcenia Rosji, Zbawiciel odpowiedział: „Ponieważ pragnę, aby cały Mój Kościół uznał w tym akcie poświęcenia tryumf Niepokalanego Serca Maryi, a również aby rozpowszechnić nabożeństwo do Jej Niepokalanego Serca obok nabożeństwa do Serca Mojego” (wiosna 1936 r.).

2º Drugą fundamentalną prawdą, która wyłania się z Orędzia fatimskiego, jest oczywiście realna interwencja Boga w ludzką historię, w historię zarówno indywidualnych osób, jak i całych narodów. Dla nas jest to prawda oczywista, jest ona jednak obecnie powszechnie atakowana w ateistycznym, liberalnym czy też socjalistyczno-komunistycznym i masońskim świecie, który pyszni się tym, iż postępuje i realizuje swe plany bez jakiegokolwiek względu na Stwórcę i Zbawiciela, naszego Pana Jezusa Chrystusa. Niestety, również wielu przywódców Kościoła wydaje się obecnie przekonanych, że świat, narody, państwa oraz rządy świeckie nie mają obowiązku uznawania w Chrystusie Króla, Króla Narodów. Wiele faktów związanych z Orędziem fatimskim wskazuje jednak na coś przeciwnego. Oto trzy spośród nich:
  • Najświętsza Maryja Panna wyjaśnia dzieciom z Fatimy, że Bóg złożył pokój pomiędzy narodami w Jej rękach. To, czy będą się one cieszyć pokojem, czy też cierpieć wskutek wojen, z rozporządzenia Opatrzności zależy w pierwszym rzędzie od Matki Bożej.
  • Biskupi Portugalii okazali posłuszeństwo wezwaniu do poświęcenia Niepokalanemu Sercu Maryi, Hiszpania je jednak zlekceważyła. Jak wyjaśnia sama s. Łucja, nieszczęścia, jakie spotkały Hiszpanię (a których Portugalia uniknęła) były konsekwencjami odmowy przeprowadzenia tego poświęcenia przez biskupów hiszpańskich.
  • Po zapowiedzi, że jeśli świat się nie nawróci doświadczy kolejnej, jeszcze straszliwszej wojny, wybuchła II wojna światowa. Jeśli przeanalizujemy dokładnie najważniejsze daty tego konfliktu, zauważymy, że pokrywają się one ze świętami ku czci Najświętszej Maryi Panny. Datą kapitulacji Niemiec był 8 maja, święto Matki Bożej Pośredniczki Wszelkich Łask – poprzednio święto św. Michała Archanioła, zaś 15 sierpnia, w uroczystość Jej Wniebowzięcia, cesarz Japonii uznał ostatecznie porażkę swego kraju.

Realna interwencja Boga w ludzką historię

3º „Bóg nie pozwoli naśmiewać się z siebie” (Gal 6, 7). Oto, co wedle świadectwa s. Łucji powiedział jej sam Zbawiciel dwa lata po zakomunikowaniu jej w 1929 r., że nadszedł czas na poświęcenie Rosji (które to żądanie nie zostało spełnione): „Powiedz Moim sługom, że jeśli będą postępować wedle przykładu króla Francji, opóźniając spełnienie Mego żądania [konsekracji Rosji], spotka ich podobne nieszczęście” (sierpień 1931 r.). Słowa te odnoszą się do obwieszczonego Ludwikowi XIV w 1689 r. (za pośrednictwem św. Małgorzaty Marii Alacoque – przyp. tłum.) polecenia Najświętszego Serca Jezusowego, zlekceważonego przez króla Francji. Sto lat później wybuchła rewolucja francuska, która doprowadziła do obalenia i ścięcia Ludwika XVI. Groźby skierowane przez Chrystusa do Jego sług powinny więc przejąć ich grozą… [ryzykują oni, że] podzielą oni nieszczęsny los króla Francji. Obecne prześladowanie wielkiej liczby chrześcijan oraz ataki na osoby konsekrowane każą nam przypuszczać, że niestety kapłani i biskupi, słudzy naszego Pana, nie wypili jeszcze do dna kielicha Bożego gniewu.

Wszystko to dowodzi znaczenia, jakie sam Zbawiciel przywiązuje do spełnienia żądań zawartych w Orędziu fatimskim, zwłaszcza tych odnoszących się do nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi.

Możemy więc słusznie wnioskować, że historia XX i XXI wieku pozostaje w ścisłym związku z owym Bożym poleceniem dotyczącym nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi oraz z jego powszechnym zlekceważeniem przez świat oraz wielu przywódców Kościoła, pomimo faktu, że wola ta została wyrażona z tak wielką jasnością i potwierdzona przez nadzwyczajne cuda.

Opierając się na słowach samej Matki Bożej musimy również dojść do nieuniknionego wniosku, że plany Boże doprowadzą do chwalebnego tryumfu Niepokalanego Serca Maryi, kiedy Rosja zostanie poświęcona przez Ojca Świętego w łączności z biskupami całego świata. A wraz z tym tryumfem nastanie czas obiecanego światu i Kościołowi pokoju.

Dokonane do tej pory akty poświęcenia nie przyniosły skutków obiecanych przez Matkę Bożą, a pomimo niezaprzeczalnego ożywienia życia religijnego w prawosławnej Rosji w ciągu ostatnich lat nie byliśmy świadkami ani jej poświęcenia, ani też wzrostu nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi w świecie. Wręcz przeciwnie.

Rok przygotowania na obchody setnej rocznicy Objawień fatimskich

Żeby przygotować się właściwie na obchody setnej rocznicy Objawień fatimskich, postanowiliśmy ogłosić nową krucjatę różańcową, podejmując modlitwę tak gorąco zalecaną przez Matkę Bożą. Aby zaś nasze intencje były w najwyższym możliwie stopniu zgodne z wolą Opatrzności, a także z uwagi na nacisk, jaki sama Najświętsza Maryja Panna kładła na potrzebę wynagrodzenia za grzechy, pragniemy połączyć nasze różańce z licznymi ofiarami i umartwieniami. Mamy nadzieję, że będziemy w stanie ofiarować Matce Bożej koronę splecioną z 12 milionów różańców oraz 50 milionów aktów wynagrodzenia. Gorąco pragniemy rozpowszechniać nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi, zwłaszcza w tym czasie modlitwy i pokuty. Taka właśnie jest pierwsza intencja naszej krucjaty, do której dołączamy również synowską prośbę o poświęcenie Rosji zgodnie ze wskazówkami Matki Bożej. I na koniec, w tych burzliwych zarówno dla świata, jak i Kościoła czasach, pragniemy prosić naszą Niebieską Matkę o szczególną opiekę nad Bractwem Kapłańskim Świętego Piusa X i jego wszystkimi dziełami, jak również wszystkimi związanymi z nim wspólnotami zakonnymi.

Zachęcamy Was wszystkich, abyście z miłości do Bolesnego i Niepokalanego Serca Maryi podejmowali jak najliczniejsze akty pokuty, które również my sami pragniemy ofiarować, abyście praktykowali nabożeństwo do Jej Serca w sposób coraz doskonalszy, jak również rozpowszechniali je jak najszerzej. Zalecamy więc, abyście – po gorliwym przygotowaniu – poświęcili swe domy oraz pracę Niepokalanemu Sercu Maryi oraz praktykowali nabożeństwo pięciu pierwszych sobót, nosili szkaplerz karmelitański oraz rozpowszechniali Cudowny Medalik przekazany przez Matkę Bożą w trakcie objawień przy rue du Bac w Paryżu – a który ma na rewersie wizerunek Serc Jezusa oraz Maryi.

Obyśmy mogli w ten sposób wnieść nasz skromny wkład w spełnienie żądań Nieba, uprosić sobie Bożą opiekę, a przede wszystkim osiągnąć we właściwym czasie pełnię najpiękniejszej ze wszystkich obietnic: nasze zbawienie, zbawienie grzeszników.

Oby Najświętsza Maryja Panna zechciała pobłogosławić was Dzieciątkiem Jezus, jak mówi piękna i pobożna modlitwa brewiarza: „Nos cum prole pia benedicat Virgo Maria”.


16 lipca 2016 r., w uroczystość Matki Bożej z Góry Karmel
bp Bernard Fellay

Źródło informacji: http://news.fsspx.pl

Papież emeryt przerywa milczenie! Sensacyjny wywiad-rzeka Benedykta XVI z Peterem Seewaldem.


"Nadeszło lato, potem zima, a gdy 23 maja 2016 roku wjechałem na drogę wiodącą do klasztoru Mater Ecclesiae położonego w Ogrodach Watykańskich, zrozumiałem, że to będzie nasza ostatnia rozmowa."

Tak zaczyna się książka, wywiad-rzeka papieża seniora Benedykta XVI z Peterem Seewaldem a w niej między innymi o tym, dlaczego postanowił ustąpić z urzędu, o swoim następcy – papieżu Franciszku, przyszłości Kościoła, wielu innych nieznanych szczegółach swego życia prywatnego i publicznego.

Z książki wyłania się obraz papieża, którego zajmowały przede wszystkim dwa tematy: prawda i miłość, przy czym dla niego nie ma miłości bez prawdy i prawdy bez miłości. Miłość to centralne słowo teologicznej myśli jego duchowego mistrza, św. Augustyna, który nie bez przyczyny jest nazywany „geniuszem serca”. "Być kochanym i oddawać innym miłość uznawałem zawsze za podstawowe dla życia - żeby można było zaakceptować siebie i innych. Wreszcie stawało się dla mnie coraz oczywistsze, że sam Bóg to nie tylko, powiedzmy, władca i daleka potęga, lecz miłość, i mnie miłuje - stąd życie zostaje ukierunkowane przez Niego, przez tę siłę, która zwie się Miłość" - wyznaje Benedykt XVI.

W wywiadzie Benedykt XVI bardzo często powtarza apel o powrót Kościoła do źródeł. Jak zauważa papież nie ma nic bardziej obcego od budowania przez Kościół swojego własnego, małego, odrębnego światka. Chodzi o to, aby Kościół pozostawał dla świata znakiem sprzeciwu, pokazywał, że chrześcijaństwo jest związane z postawą, która daleko wykracza poza to, co światowe i poza światopogląd materialistyczny. Zdaniem Benedykta Kościołowi jest potrzebna wewnętrzna odnowa, nie w sensie restauracji tego co było lecz chrześcijańskiego renesansu, odkrycia na nowo piękna, wolności i radości, płynących z wiary.


Papież opowiada o konklawe z 2005 r. i swoim wyborze, który jak przyznaje było dla niego sporą niespodzianką, ale jak wspomina już na prekonklawe wielu kardynałów dało mu odczuć, że to on jest tym, który poprowadzi Kościół po pontyfikacie papieża z Polski. 


Józef Ratzinger odrzuca w książce zarzut, jakoby był papieżem zbyt akademickim, zbytnio skupionym na nauce i pisaniu, choć ma świadomość, że jego pontyfikat bardzo się różnił od jego poprzedników. Nie zgadza się również z tymi, którzy uważają go za reformatora w dziedzinie liturgii. Nie reforma ale jak twierdzi poprawne odczytanie nauczania soborowego na ten temat.

W książce poruszono także temat tzw. "brudów w Kościele" m.in. papież wspomina, o próbie reformy Instytutu Dzieł Religijnych (IOR), czyli Banku Watykańskiego a także o walce z pedofilią i lobby gejowskim w Watykanie. 


Benedykt, wspomina także inne kontrowersyjne sprawy jak afera Vatileaks - przeciek poufnych dokumentów z apartamentu papieskiego oraz sprawę niefortunnej wypowiedzi biskupa Williamsona z Bractwa św. Piusa X czy swoje wystąpienie w Ratyzbonie, gdzie cytując cesarza Manuela II Paleologa wywołał pogorszenie w relacjach katolicko-muzułmańskich.

Papież-senior mówi też o wewnętrznych wątpliwościach, co do wpływu planowanej decyzji o ustąpieniu z urzędu na przyszłość papiestwa. Jeszcze raz stanowczo zaprzecza, jakoby wywierano nań jakieś naciski w tej sprawie. 


Wspomina, jak śledził w Castel Gandolfo transmisje telewizyjne w czasie konklawe, jak wpatrywał się w dym znad Kaplicy Sykstyńskiej oraz jak zaskoczył go wybór Franciszka, który jak przyznał nie był jego faworytem. Niespodzianką była dla niego postawa nowo wybranego papieża, jego pokora i łatwość nawiązywania kontaktu z wiernymi. Otwarcie wyznaje co go łączy i co różni z obecnym papieżem.

Papież emeryt opowiada również o swojej rodzinie i innych drogich mu osobach, a także o ważnych chwilach w swojej biografii; dzieciństwie, pobycie w Hitlerjugend. Mówi też o odkryciu powołania kapłańskiego, życiu seminaryjnym, pierwszej parafii w której miał okazję pracować a także o swoim życiu akademickim. O
 genialnym studencie, który w wieku 23 lat studiował myśl św. Augustyna, młodym profesorze, niekonwencjonalnym myślicielu, który przyjaźnił się z wielkimi myślicielami XX wieku jak chociażby Hansem Ursem von Balthasarem, Józefem Pieperem,  Hubertem Jedinem czy Paulem Hackerem.

W wywiadzie bardzo wiele miejsca poświęcono zaangażowaniu prof. Ratzingera w czasie obrad II Soboru Watykańskiego. To tam młody teolog, doradca kardynała Fringsa miał okazję spotkać największych myślicieli katolickiego świata m.in. Congara, de Lubaca, Rahnera. Stwierdza, że tam dopiero doświadczył prawdziwej powszechności Kościoła, ludzi ze wszystkich zakątków świata zgromadzonych pod jednym prymatem, dyskutujących ze sobą i poszukujących wspólnej drogi. To on opracowywał w niemieckim kolegium „Santa Maria dell’Anima” na Piazza Navona strategie i teksty, które później były kolportowane wśród ojców soborowych Bez wątpienia miał poważny udział w pracach nad takimi soborowymi dokumentami jak „Lumen gentium” czy „Dei Verbum”. Na pytanie. Do jakiego obozu zaliczyłby się wówczas? Progresywnego? Odpowiada. Chyba tak. Bo jak zauważa progresywizm wówczas nie oznaczał jeszcze oderwania od wiary.


Ten soborowy progresista tuż po zakończeniu Soboru ostro skrytykował papieża Pawła VI gdy ten wycofał z użycia stary mszał i zabronił jego używania.

Z książki dowiemy się także, że Ratzinger, ksiądz-naukowiec opierał się zawsze wszelkim funkcjom, które nie wiązały się z jego naukową działalnością. Miał świadomość, że nominacja biskupia, potem praca w Rzymie a na końcu papiestwo nie pozwolą mu na pracę naukową, ze względu na brak czasu związany w wykonywanymi obowiązkami.


Benedykt XVI mówi też o silnej więzi, jaka łączyła go z papieżem Janem Pawłem II,  który do końca swego pontyfikatu chciał go mieć u swego boku i nie zwolnił go z obowiązków choć papież-emeryt wtedy kardynał kilkakrotnie o to prosił.

Zdaniem niemieckiego wydawnictwa Droemer, które koordynowało wydanie książki w różnych językach po raz pierwszy w dwutysiącletnich dziejach Kościoła mamy „papieża, który podsumowuje własny pontyfikat”. Również ze względu na sam tytuł książka jest swego rodzaju testamentem Benedykta XVI, który w ciągu 3,5 roku od swego ustąpienia wypowiadał się niewiele i nigdy tak otwarcie.

* Peter Seewald – dziennikarz, jeden z najważniejszych niemieckich autorów książek religijnych, którego wywiady z Josephem Ratzingerem, późniejszym Benedyktem XVI, stały się bestsellerami: Sól ziemi, Bóg i świat oraz Światłość świata.


**********


BENEDYKT XVI. OSTATNIE ROZMOWY

Dom Wydawniczy RAFAEL
Kraków 2016
op. twarda, ss. 308, cena 34,90 zł 

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

The Download: Przywrócenie prawdziwej liturgii


czwartek, 11 sierpnia 2016

FSSPX jak Opus Dei? Arcybiskup Pozzo zdradza, że padła propozycja utworzenia prałatury personalnej


FSSPX jak Opus Dei? Arcybiskup Pozzo zdradza, że padła propozycja utworzenia prałatury personalnej

Arcybiskup Guido Pozzo, sekretarz Papieskiej Komisji Ecclesia Dei potwierdził, że Franciszek zaoferował Bractwu Kapłańskiemu Św. Piusa X (FSSPX) „powrót do pełnej komunii” poprzez nadanie Bractwu statusu prałatury personalnej. Hierarcha potwierdził także, że pewne dokumenty Soboru Watykańskiego II nie są natury doktrynalnej, a więc katolicy nie mają obowiązku ich akceptować.

Prałatura personalna to hierarchicznie zorganizowana grupa katolików na czele z Prałatem w ramach Kościoła Katolickiego. Specyfika prałatur personalnych polega na tym, że uczestniczą one w zadaniach ewangelizacyjnych Kościoła w sposób komplementarny do tego jak to czynią diecezje, do których należą wierni będący członkami prałatury personalnej. Prałatura cieszy się dużą autonomią i podlega bezpośrednio Stolicy Apostolskiej. W ten sposób funkcjonuje Opus Dei.

Włoski duchowny, który nadzoruje rozmowy między Watykanem a FSSPX wskazał, że Bractwo może być w pełni zjednoczone z Rzymem pomimo odrzucenia przez tę wspólnotę pewnych dokumentów Vaticanum II. Skąd ten przełom? Otóż dokumenty, których nie akceptuje Bractwo nie dotyczą spraw doktrynalnych, lecz są pewnymi instrukcjami i przewodnikami dotyczącymi praktyki duszpasterskiej. Jak mówił arcybiskup Pozo, „nawet same dokumenty Soboru Watykańskiego II wskazują, że jedyne nauczanie Soboru które jest wiążące dla katolików, to nauczanie dotyczące wiary i moralności”.

- Już w czasie Soboru było jasne – mówił włoski duchowny – że dokumenty soborowe miały różny ciężar dogmatyczny. Sekretarz Generalny Soboru, kardynał Pericle Felici ogłosił 16 listopada 1964 roku mówił: „Ten święty Synod określa jako wiążące dla Kościoła jedynie to, co deklaruje się wyraźnie w odniesieniu do wiary i moralności. Tylko te teksty są oceniane przez ojców soborowych jako wiążące i mają być przyjęte jako takie”.

Bractwo Świętego Piusa X zostało założone przez francuskiego arcybiskupa Marcela Lefebvre'a. Wspólnota kładzie szczególny nacisk na tradycyjną liturgię i nauczanie moralne Kościoła we współczesnym świecie, w którym szerzy się ateizm, agnostycyzm i obojętność religijna.

Lefebvre został ostatecznie ekskomunikowany za wyświęcenie biskupów bez odpowiedniego zezwolenia władz kościelnych. Status kanoniczny Bractwa jako taki był i wciąż pozostaje nieuregulowany. By tę sytuację zmienić, Watykan podjął odpowiednie negocjacje w czasie pontyfikatu Benedykta XVI. Franciszek zezwolił kapłanom FSSPX na spowiadanie wiernych w Roku Miłosierdzia.

Jednym z bardziej kontrowersyjnych dokumentów Soboru Watykańskiego II, który odrzuca Bractwo, jest Deklaracja o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich - „Nostra aetate.” Zdaniem Bractwa dokument zaciemnia nauczanie Kościoła Katolickiego dotyczące jedynej prawdziwej religii i stanowi podstawę do prowadzenia „dialogu ekumenicznego” z innymi religiami.

Abp Pozzo powiedział, że „Nostra aetate” nie jest dokumentem dogmatycznym, a zatem żaden katolik nie jest zobowiązany do jej przyjęcia. – „Nostra aetate” nie posiada żadnej władzy dogmatycznej, a więc nie można żądać od nikogo uznania tej deklaracji jako dogmatycznej – tłumaczył. - Ta deklaracja może być rozumiana jedynie w świetle tradycji i ciągłości Magisterium. Na przykład, istnieje dziś, niestety, pogląd sprzeczny z wiarą katolicką, iż są pewne ścieżki zbawcze niezależne od Chrystusa i Jego Kościoła. Kongregacja Wiary potwierdziła ostatnio w dokumencie „Dominus Iesus”, że jest to pogląd sprzeczny z nauką Kościoła. Dlatego każda interpretacja „Nostra aetate”, która idzie w tym błędnym kierunku, jest bezzasadna i musi zostać odrzucona – mówił włoski hierarcha.

Przełożony Bractwa, bp Bernard Fellay, podziękował papieżowi Franciszkowi za podjęte działania w celu uregulowania statusu FSSPX. Jednak nie omieszkał on także skrytykować Ojca Świętego - po wydaniu adhortacji „Amoris Laetitia” - za przyczynienie się do „wielkiego i bolesnego zamieszania, które obecnie panuje w Kościele" oraz promowanie błędów doktrynalnych. Bp Fellay zaznaczył, że z powodu zamieszania dotyczącego Komunii dla rozwodników „wierni są zdezorientowani i cały Kościół cierpi”. Dokonuje się w nim bolesny rozłam.

lifesitenews.com., AS.


Źródło informacji:: http://www.pch24.pl

wtorek, 2 sierpnia 2016

Tradycjonaliści na ŚDM Kraków 2016: Dzień piąty - Piątek 29 lipca


Piątek był przedostatnim dniem przygotowań młodych pielgrzymów z Juventutem do spotkania z papieżem. Młodzi rozpoczęli dzień jak zwykle od konferencji, które tym razem wygłosili trzej biskupi; Jego Ekscelencja x. bp Dominique Rey dla grup frankojęzycznych i Jego Ekscelencja x. bp. Atanazy Scheider i Jego Ekscelencja x. bp Robert McManus dla pielgrzymów anglojęzycznych. Mszę Pontyfikalną bp Rey celebrował w kościele p.w. św. Kazimierza a bp Schneider w kościele p.w. Nawrócenia św. Pawła. Tego dnia młodzi mieli okazję nawiedzić relikwie św. Marii Magdaleny, św Teresy z Lisieux i św. Piotra Jerzego Frassatiego, patronów ŚDM. Potem udali się na Błonią aby wraz z papieżem uczestniczyć w nabożeństwie Drogi Krzyżowej. 




































Zdjęcia pochodzą ze strony juventutem.org

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Islamizacja - kara za apostazję. Rozmowa z ks. Guyem Pagesem

Islamizacja - kara za apostazję


Poddając się strachowi, już ulegamy islamizacji, bo islam znaczy właśnie „poddanie”. Francuzi, nawet kiedy dostrzegają ten problem, nie mają możliwości rozwiązania go, ponieważ krępuje ich republika, która – w imię rzekomej wolności religijnej – zabrania im działać. Nie uznaje przy tym faktu, że islam wcale nie jest religią, tylko totalitarnym systemem politycznym – mówi ksiądz Guy Pagès, autor książki Przesłuchać islam; 1501 pytań, które należy postawić muzułmanom, w rozmowie z Piotrem Doerre.

Zamachy, do jakich doszło niedawno w Paryżu, wstrząsnęły całą Europą. Chyba nikt we Francji nie ma już wątpliwości, że islam to poważny problem?

Nie byłbym tego taki pewien. Przede wszystkim o islamie nie mówi się dziś prawdy – to wielkie nieszczęście. Z tego powodu muzułmanie nie mogą się nawrócić, a niemuzułmanie, którzy nic o islamie nie wiedzą, myślą, że jest on w gruncie rzeczy religią dobrą, a źli są tylko fanatycy.

Co więcej, w panującej obecnie mentalności postępu, w której za lepsze uważa się zawsze to co nowsze, islam – późniejszy w historii od chrześcijaństwa – jawi się wielu ludziom jako coś z definicji od chrześcijaństwa doskonalszego. Kraje Europy Zachodniej, wyrzekając się chrześcijaństwa, zaczęły sprzyjać islamizacji, a sam Kościół wydaje się nie mieć nic przeciwko opinii, że islam jest religią dobrą. Droga do islamizacji Europy jest więc otwarta, a na całym globie żyje miliard czterysta tysięcy muzułmanów – przekonanych, że ich misją jest narzucenie światu szariatu.

Najgorsze zaś jest to, że prawodawstwo europejskie zaczyna się do szariatu dostosowywać. Na przykład, we Włoszech odbył się proces muzułmanina, który pobił i uwięził swoją córkę dlatego, że spotykała się z niemuzułmaninem. Sędzia włoski uniewinnił oskarżonego uzasadniając, że zrobił to dla dobra córki i działał według własnych wartości. Tak oto prawo islamskie okazało się ważniejsze od prawa włoskiego.

Jest wiele przykładów na to, że muzułmanie zamieszkujący Europę żyją w zupełnej niezgodzie z panującymi tu prawami, szczególnie rażąca wydaje się jednak poligamia. Czy to częste zjawisko we Francji?

Zgodnie z obecnymi przepisami na temat rodziny jeden mężczyzna – nawet jeśli oficjalnie nie jest zdeklarowanym poligamistą – może mieć kilka kobiet, z którymi ma dzieci. I albo te kobiety mieszkają razem z nim, albo deklarują się jako matki samotnie wychowujące dzieci, nabywając tym samym prawo do subwencji socjalnych, przydziału mieszkania i wszelkiej innej pomocy. Mężczyzna z taką sytuacją rodzinną może bardzo dobrze żyć dzięki świadczeniom socjalnym przekazywanym jego kobietom. W niektórych przypadkach taka comiesięczna pomoc pozwala na uzbieranie całkiem pokaźnej fortuny. Poligamia jest zatem metodą zarabiania pieniędzy.

Dlaczego francuskie władze nie przeciwdziałają tego rodzaju praktykom i w ogóle ekspansji islamu?

Bo zaślepia je zasada laickości, która postuluje równość wszystkich religii. Francuska klasa polityczna nie rozumie, czym jest islam i nie może tego zrozumieć, nie odwołując się do Chrystusa. Bo islam istnieje tylko po to, aby zniszczyć chrześcijaństwo. Kiedy nie wierzy się w Chrystusa, nie jest się w stanie poznać prawdy na temat islamu.

Wynika z tego, że to laicyzacja otworzyła Francję na przyjęcie islamu…

We Francji laickość jest dogmatem, którym Francja się szczyci na całym świecie. Właśnie ta laickość, to zepchnięcie całego życia religijnego do sfery prywatnej pozwala, dać muzułmanom miejsce we francuskim społeczeństwie. Ale – uwaga! – miejsce to chce definiować republika pragnąca kierować islamem w taki sposób, aby stał się on „islamem francuskim”.

Rząd francuski zamiast walczyć przeciwko islamowi szuka raczej środka, aby go oswoić. Politycy wierzą, że islam jest zdolny zaakceptować oddzielenie domeny religijnej od państwowej. Tymczasem religia ta nie dopuszcza podobnego rozróżnienia, bo islam to reżim totalitarny. Oczywiście, muzułmanie się do tego nie przyznają, ponieważ nie są jeszcze w większości i tymczasowo tolerują politykę rządu, na co pozwala im takija – islamska strategia okłamywania i udawania. Ale od dnia, w którym zdobędą liczebną przewagę, będą chcieli żyć według szariatu, który nie odróżnia ani sfery państwowej od religijnej, ani publicznej od prywatnej. Islam pozbędzie się wtedy swego „francuskiego” oblicza i ukaże się takim, jakim jest, czyli systemem reguł kompletnie barbarzyńskich i totalitarnych. Projekt stworzenia przez rząd lokalnej odmiany islamu jest więc krokiem fałszywym.

Ale przecież rząd to nie wszystko. Co z samym społeczeństwem francuskim?

Współcześni Francuzi są kompletnie znieczuleni strachem wobec postępów islamu. Myślą, że ustępując coraz więcej pola muzułmanom, inwestują kapitał na przyszłość na zasadzie: Kiedy wy będziecie u władzy, to będziecie dla nas tak mili, jak my byliśmy mili dla was. Nie ma innej reakcji – serca wszystkich ludzi odpowiedzialnych za życie polityczne i społeczne we Francji poddały się strachowi.

A poddając się strachowi, już ulegamy islamizacji, bo islam znaczy właśnie „poddanie”. Francuzi, nawet kiedy dostrzegają ten problem, nie mają możliwości rozwiązania go, ponieważ krępuje ich republika, która – w imię rzekomej wolności religijnej – zabrania im działać. Nie uznaje przy tym faktu, że islam wcale nie jest religią, tylko totalitarnym systemem politycznym – i niczym innym. Jest systemem najgorszym, jaki tylko może być, ponieważ ingeruje nawet w życie prywatne ludzi.

Czy w kontekście dążenia islamu do narzucenia światu prawa szariatu jest w ogóle możliwe pokojowe współżycie chrześcijan i muzułmanów w jednym kraju?

Nie, ponieważ islam w założeniu ma podzielić ludzkość na muzułmanów i niemuzułmanów i zbudować miedzy nimi mur nienawiści. Koran zawiera setki wersetów wzywających do nienawiści i zabijania niemuzułmanów. W jego narracji wszystko, co nie jest muzułmańskie, jest z definicji złe i musi zostać zniszczone, a niewierni albo się nawrócą, albo spotka ich śmierć, bądź też będą żyć pod islamskim panowaniem, akceptując swój upośledzony, niższy status społeczny i polityczny.

Europejczycy, jako niemuzułmanie, powinni się obawiać islamu, ponieważ islam chce ich uczynić poddanymi. Zresztą, jak już wspomniałem, samo słowo „islam” znaczy „poddanie”. Poddanie czemu? Antychrystowi. Któż inny bowiem może przybyć po Chrystusie, jeśli nie Antychryst? Islam nadchodzi, aby zniszczyć dzieło Chrystusa. W tej religii Jezus nie jest Bogiem, nie umarł i nie zmartwychwstał, grzechy nie są zmazywane, a człowiek wierzy, że może się zbawić tylko wypełniając nakazy prawa. Jest to system, w którym zamiast miłości praktykuje się ślepe posłuszeństwo względem rozkazów boga, którego się nie zna i którego się nigdy nie zobaczy.

Stosunek Allacha do człowieka ma charakter przemocy i będzie się każdorazowo powtarzał w relacjach muzułmanów do niemuzułmanów, mężczyzn do kobiet, panów do niewolników. W Koranie Allach zabrania zniesienia niewolnictwa. Kobieta w islamie nie ma tej samej godności co mężczyzna, nie ma prawa dziedziczenia jak jej brat, w sądzie jej słowo ma wartość połowy słowa mężczyzny, nie może także sama decydować o swoim małżeństwie, i tak dalej…

Niemuzułmanie powinni więc zrozumieć, że skoro odrzucili Chrystusa, będą mieli Antychrysta. Rozwój islamu na Zachodzie to ciężka kara za apostazję. Trzeba zatem, aby ludzie Zachodu zadali sobie pytanie: Czy chcę być muzułmaninem? Statystycznie bowiem wszystko zmierza właśnie w tym kierunku. Muzułmanie są przekonani, że mają rację i dla tej racji gotowi są wysadzać się w powietrze, zabijać i narzucać islam wszędzie.

Zatem ludzie Zachodu albo staną się muzułmanami, aby mieć święty spokój, albo stawią opór. Muszą jednak wiedzieć, dlaczego nie mogą się poddać. A do tego konieczny jest powrót do początków ich tożsamości. Niezbędne jest ponowne odkrycie tego, co sprawia, że chcą żyć jako ludzie wolni. Postępy islamu stawiają Europejczyków przed nieuchronnym wyborem: albo powrócą do Chrystusa, który ich wyzwolił z niewoli demona, albo popadną w system siedem razy gorszy niż ten, którego ich praojcowie zaznali przed chrześcijaństwem.

Islam nie jest więc – jak się twierdzi – religią pokoju?

Kiedy nasz Pan Jezus Chrystus opuszczał ziemię, przekazał władzę św. Piotrowi, czyli pierwszemu papieżowi. My, katolicy wiemy zatem, do kogo się mamy zwrócić z problemami dotyczącymi wiary i moralności: „Cokolwiek zwiążesz na ziemi będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi będzie rozwiązane w niebie”. Mahomet nikomu nie powierzył swojego autorytetu. Islam nie jest zdolny przynieść światu pokoju, ponieważ w sobie samym nie ma zasady jedności. Zawsze znajdą się tacy muzułmanie, którzy będą twierdzili że mają interpretację Koranu bardziej autentyczną od ich sąsiadów. Z tego powodu wszyscy pierwsi kalifowie zostali zgładzeni. Jedyny możliwy system polityczny w krajach muzułmańskich to tyrania. Nie ma innego, ponieważ w islamie nie ma zasady jedności. Islam to strach, poddanie się. Poddanie czemu? Tego nie wiadomo, bo Allacha się nie widzi i tak naprawdę nikt nie wie, kim lub czym on jest.

W islamie istnieje instytucja muftich, ludzi posiadających głęboką wiedzę na temat religii, którzy pełnią również rolę sędziów. Jeśli oni stwierdzą, że jakiś człowiek prowadzi życie niezgodne z zasadami Islamu, mogą zażądać ukarania go śmiercią. Nosi to nazwę fatwy – jest to wyrażona na piśmie interpretacja islamskiego prawa, której praktykowanie zaleca się muzułmanom. Fatwa może być decyzją zarówno arbitralną, jak i śmieszną i absurdalną. Na przykład w czasie dojścia do władzy Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie na uniwersytecie Al-Azhar w Kairze wydano fatwę, która dopuszczała stosunek płciowy muzułmanina z jego zmarłą żoną do 6 godzin po jej śmierci. Istnieje też fatwa, w której muzułmańskiej kobiecie pracującej z mężczyzną nienależącym do jej rodziny doradza się, aby dała mu do picia mleka z własnej piersi. W ten sposób będzie mogło między nimi powstać coś na podobieństwo relacji matka-syn, co wykluczy możliwość wszelkich relacji seksualnych, jako, że kazirodztwo jest w islamie nie do pomyślenia.

Ale przecież islam przedstawia się często jako wielką religię i wspaniałą cywilizację. Tyle się mówi chociażby o wyższości cywilizacyjnej krajów muzułmańskich nad Europą w wiekach średnich…

Historia pokazuje, że islam nigdy nie doprowadził ludzkości do jakiegokolwiek stopnia doskonałości. Owszem, czasami słyszymy: popatrzcie tylko na Andaluzję, obejrzyjcie miniatury perskie z XIV wieku… Ale to przecież nie islam to wszystko stworzył, lecz zislamizowane podbite ludy, którym udało się zachować z ich macierzystych kultur nasiona ich własnych zdolności, które zaowocowały nie dzięki islamowi, ale wbrew niemu.

W Andaluzji muzułmanie zastali to, co stworzyła cywilizacja rzymska i chrześcijańska. Arabscy budowniczowie meczetów i medycy byli chrześcijanami – to nie byli muzułmanie! Dzisiaj we Francji nawet prezydent ośmiela się powiedzieć, że to islam przyniósł do Europy skarb filozofii greckiej i starożytności. To fałsz, to bezwstydne kłamstwo! Naprawdę bowiem to zislamizowani chrześcijanie arabscy, a nie Arabowie‑muzułmanie, przetłumaczyli na język arabski dokumenty nauki i filozofii greckiej. I to oni, aby uniknąć prześladowań, przynieśli ze sobą te dokumenty do Europy.

Zresztą wiele z tych tekstów znano na Zachodzie jeszcze przed przybyciem tu arabskich przekładów z greki. Udowadnia to Sylvain Gouguenheim w książce Aristote au Mont Saint‑Michel. Les racines grecques de l’Europe chrétienne (Arystoteles na Mont Saint‑Michel. Greckie korzenie Europy chrześcijańskiej)


Kraje muzułmańskie nie przechodziły nigdy ewolucji ekonomicznej, technicznej i naukowej. Wynika to ze stosunku muzułmanów do Boga i świata – stosunku całkowicie fałszywego. W islamie nie można się rozwijać. Ideałem jest powrót do Złotego Wieku, którym było VII stulecie, czas Mahometa. Wszystko zatem, co jest postępem czy ewolucją, jest grzechem, ponieważ stanowi odcięcie się od doskonałego początku. Islam to niszczenie wszystkiego: trzeba oczyścić wszystko, aby dotrzeć do punktu zerowego – bo tylko wówczas będzie się pewnym, że wokół nie będzie zła… bo nie będzie w ogóle niczego.

Czy nie boi się Ksiądz głosić tak skrajnie antyislamskich poglądów w kraju tak zdominowanym przez strach?

Jestem dobrze znany w niektórych radykalnych środowiskach muzułmańskich, otrzymuję pogróżki, straszą mnie torturami i śmiercią; jasne więc, że po pewnych dzielnicach nie spaceruję. A co do reszty, uważam, że nie należy się bać. Trzeba być roztropnym, ale nie można żyć w strachu. Jezus powiedział: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle (Mt 10, 28–29).

Islam zawsze narzuca się za pomocą strachu – wywoływanego przez odrażające metody, którymi się posługuje: masakrami, torturami… Niektórzy ludzie są gotowi wyrzec się własnej wiary i zostać muzułmanami tylko dlatego, aby uniknąć tych strasznych rzeczy. Nie wolno tego akceptować. Trzeba sobie uświadomić, że większą wartością jest umrzeć niż stać się muzułmaninem. Jedyną zaporą zdolną powstrzymać ekspansję islamu jest wiara ludzi gotowych oddać własne życie, aby dać świadectwo prawdzie – jak to zrobił Chrystus.

Rozmawiał Piotr Doerre

Polonia Christiana nr 48

Źródło informacji: http://www.pch24.pl/

niedziela, 31 lipca 2016

Tradycjonaliści na ŚDM Kraków 2016: Dzień czwarty - Czwartek 28 lipca


Czwartek to kolejny dzień przygotowań do spotkania z papieżem młodych pielgrzymów z Juventutem. Tego dnia gościem młodych pielgrzymów był Jego Ekscelencja x. abp Diarmuid Martin z Dublina, prymas Irlandii, który wygłosił dla nich konferencję a następnie celebrował Pontyfikalną Mszę św w klasycznym rycie rzymskim. Atrakcją tego dnia było wizyta w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia a następnie przywitanie papieża Franciszka na Błoniach.





















Zdjęcia ze strony juventutem.org

ks. prof. dr hab. Tadeusz Guz: Reforma Lutra i zanik wychowania




Referat wygłoszony na konferencji "Szkołą w rękach reformatorów" 17 maja 2014 na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Organizatorami konferencji byli: Sekcja Historii Filozofii UKSW, Wydział Studiów nad Rodziną UKSW i Fundacja Dobrej Edukacji Maximilianum. Patronat nad konferencją objął „Nasz Dziennik".


______________________________________________________________________

Redakcja Rzymskiego Katolika nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy opublikowanych na blogu. Komentarze nie mogą zawierać treści wulgarnych, pornograficznych, reklamowych i niezgodnych z prawem. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy, bez podania przyczyny.

Uwaga – Rzymski Katolik nie pośredniczy w zakupie książek prezentowanych na blogu i nie ponosi odpowiedzialności za działanie księgarni internetowych. Zamieszczone tu linki nie są płatnymi reklamami.
______________________________________________________________________